Zdzisław Seroka – „Cmentarz dla bezdomnych na Zarzewie”

 Z wielką przyjemnością umieszczam kolejny wiersz Pana Zdzisława Seroki. To zaszczyt i wyróżnienie dla mnie móc ilustrować te utwory swoimi fotografiami. Zapraszam wszystkich, którzy przeczytają ten wiersz, do zapoznania się z pozostałymi dziełami Pana Zdzisława. Aby trochę przybliżyć temat podjęty w wierszu, zacytuję fragment maila otrzymanego wraz z poetyckim przesłaniem:

„…Witaj, Piotrze.

Piszę późną nocą.

         (…) Kiedyś wspomniałem Ci o napisaniu wiersza na frapujący mnie temat – o najsmutniejszym (i wielkim) cmentarzu w Polsce, cmentarzu dla bezdomnych, położonym w Łodzi, na osiedlu Zarzew. Stąd moja prośba do Ciebie, abyś znalazł kiedyś trochę wolnego czasu, przeczytał uważnie ten wiersz, by odgadnąć klimat, i umieścił go na stronie Twojego Koła, okraszając utwór np. dwoma zdjęciami.

 

          Na tym kończę, pozdrawiam serdecznie, życzę radości na co dzień.

 

                                                                                                                                                                                         Zdzisław”.
Do czytania poezji, oglądania fotografii potrzebna jest wewnętrzna wrażliwość i uczucie empatii. Wszystkich, którym te uczucia nie są obce, zapraszam do czytania poezji Pana Zdzisława Seroki.






„Cmentarz dla bezdomnych na Zarzewie”



mg_4176

 

z pobliskiego szala pożółkłych brzóz


przez zwykłą monotonię solidnego płotu


niewiele tu spada zwiędłych liści


nie trzeba grabić szelestu kobierca


i kos tutaj rzadko zaśpiewa swój trel


dziś ktoś w kapturze zapalił na nn-mogile


pierwszą w tym roku świeczkę


nikły ogarek 

funeralny odrębny zwyczaj     

 
                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                               

 obiektywne kamery oko


omiata niemal identyczne ziemne groby


betonowe obmurówki trawiastych placów


przekrzywiają się od straszliwej samotności


drewniane zbolałe krzyże z szablonu


na wybijanych sztancą tabliczkach


podejrzanie dużo wolnych miejsc


męczy zwykły brak danych i bliskich


na najsmutniejszym łódzkim placu


cmentarzu dla nierozpoznanych i samotnych


bezdomnych na własne życzenie i bez życzeń


ludzkich szczątków


na Zarzewie


 
tu i filozof zaczyna wątpić


(wątpi więc w dwójnasób myśli)


w sprawiedliwość i równość po śmierci


w godność misteriów natury


w egzystencjalny byt


w jednakowe żniwo niechybnie ostrej ręki


gdy wokół cmentarze dla lepszych i gorszych


z niezmiennymi prawami dla ludzkości


lub bez większości ludzkich praw


ale z prawem do upokorzenia


czy śmierć i życie ma człowiek takie


na jakie zasłużył


i znowu mędrzec zwątpił


z głową przy romańskim


mansardowym oknie


 
i nawet


w wyznaczone dla wędrówki dusz


listopadowe mgliste dni


do wielu setek grobów


nikt trafić tu nie może nie umie po ludzku


by serce mieć z tymi drugimi wspólne


za to nie widać wyścigu na znicze


zawodów na znamienitszy z szarfami wieniec


parad z megakwiaciarni nadętych chryzantem


popisów plastikowych kwiatów


uiszczania zaległych opłat


za dwudziestą kwaterę w rzędzie od prawej


taki to dziwny biznes


funeralny osobny zwyczaj


 
lecz kiedy księżyc zajrzy tu nocą


i wiatr zagwiżdże wśród tysięcy mogił


kiedy ze zbłąkanej ostatniej chmury


spadną trzy kojące za słone łzy


jest już jakby inaczej


zaczyna się dziwna uroczystość cieni


 
każdego dnia na te groby


możemy bez żadnych przeszkód pójść


poruszając prawdziwie wargami


najcenniejszym darem do podziału


 

(luty 2014 r.)

mg_4107